Ostatnie wpisy
Zakładki:
Ich czytam
Ich lubię
Ich wspieram
To było
|
wtorek, 11 listopada 2008
i jeszcze jeden na dzisiaj
Mialam juz dzis nie pisac - wstawialm dzis wiecej kubkow niz przez caly rok; ale taki dzien... ale opowiem jeszcze o jednym. Torun, tak jak juz pisalam, jest dla mnie szczegolnym miastem; spedzilam tam 5 lat i byl dla mnie domem, ktory zdarzylam poznac prawie na wylot. Tam doroslam i zmienilo sie moje zycie diametralnie. I tam naprawde poznalam ludzi, ich reakcje w sytuacjach ekstremalnych. Ten kubek przyjechal do mnie z Torunia kiedy od dawna juz tam nie mieszkalam. Poprosilam o niego, ale nie spodziewalam sie ze bedzie wlasnie taki. Przywiozla mi go osoba, ktora jest czescia mojej wybranej Rodziny. Gdy go dostalam, od razu go polubilam - jego kolory, powtarzalnosc wzoru od ktorego zaczyna migotac przed oczami, to ze na Kowalach maja taki sam. To dobry kubek i stanowi lacznosc tego co minelo z tym co sie dzieje. A osoba, ktora mi go dala, doskonale wiedziala, ze trafi w moj gust. W koncu zna mnie nie od dzisiaj...;-)
Herne, protect us
;-) usmiecham sie... odkad pamietam, fascynowalo mnie picie "protektasa"; potem, na wyjazdach turniejowych czesto go pilismy; iskierka krazyla w kregu, z rak do rak, kielich, butelka, kufel, co bylo pod reka; wczoraj znowu obejrzalam odcinek "Robin Hooda" i znowu zafascynowana patrzylam na krazacy lesny graal. No i go znalazlam - posrod kiczu i smieci w sklepie w Nottingham. Kosztowal duzo. Ale powiedzial do mnie i musialam go uslyszec. Schematyczny Herne, przyjazny ksztalt XIIwiecznego naczynia... Wiec wzielam go, przytulilam i drzalam, zeby przetrwal podroz do domu. Przetrwal. Teraz czeka, zeby sie z niego napic.
na niebiesko
W domu zawsze ogladalo sie pilke nozna. Powtarzalam to juz wiele razy, ale mysle ze to dobre wprowadzenie i wyjasnienie dlaczego akurat ten sport. Wyjazd do Angli wyskoczyl jak diabel z pudelka. Ot just. Czemu nie Anglia. Nie, chwila, najpierw bylo - czemu nie mecz na zywo? Wiec pojechalam na wariata, do Aggie, ktora znalam 4 miesiace przez siec. Anglia... coz... byl i Londyn, i Derby, i Oxford i Nottingham. I Sherwood. Wszystko opisalam na http://terazanglia.bloog.pl wiec nie ma sie co powtarzac. Ale co do kubka - gdybym naprawde chciala przywiezc Anglie do domu, nie skonczyloby sie na 2 kubkach. Byloby ich znacznie wiecej do tego tony herbaty. Wiec pewnie jeszcze pewnie niejeden kubek stamtad przywioze. A ten - to bardziej pamiatka mojego pobytu w Derby, niz kibolowanie. No i poza tym ma bardzo wygodne uszko ;-) A zdjecie troche zmasakrowalam filtrami. Podoba mi sie takie. Coz. Nie we wszystkim jestem genialna. Einstein byl slaby w grze na skrzypcach wiec i ja moge nie byc biegla w fotografii ;-P
z wizyta u shrinka
Do pewnych rzeczy sie z wiekiem dorasta; do the Doors, wina wytrawnego czy humoru angielskiego. Ja doroslam takze do Woody'ego Allena. Po trochu Woody'm i Ameryka zarazila mnie Madzia. Jakos przez nia udalo mi sie zobaczyc Stany jako kraj, ktory mimo wszystko cos MA w sobie. Nie rozumiem wiecznego optymizmu Ameryki, tej pozornej demokracji i "kraju wielkich mozliwosci". Kraj sprzecznosci i uludy, pozorow i ciaglych nowosci. Zawsze powtarzalam ze jedyne co chcialabym zobaczyc w USA to Wielki Kanion i Dolina Smierci. Wytwory ludzkie mnie w tym kraju nie interesuja. Aczkowiek jak sie czlowiek zaglebi w dawna historie USA, poczawszy od czasow wiekich wedrowek ludow, wojny secesyjnej az do czasow Wielkiego Kryzysu, ten kraj moze byc fascynujacy; Las Vegas, kasyno po srodku pustyni, Los Angeles z najwieksza liczka aktorow na metr kwadratowy na swiecie, oszalamiajacy Nowy Jork czy polskie Chicago. I to wlasnie Nowy Jork chcialabym zobaczyc. Po 11 wrzesnia to miasto zyskalo dla mnie ludzki wymiar. Ale kubek jest z Chicago, miasta ktorego troche nie rozumiem, ale bez watpienia - kiedys je odwiedze ;-) I tam sie napije w Starbucks ;-) Dziekuje Madziu za kawalek Ameryki ;-)
brader
Zabawa w zorganizowane grupy daje poczucie plemiennej wspolnoty; kazdy na ktoryms etapie zycia tego potrzebuje; rodza sie wtedy przyjaznie i wiezy mocniejsze niz te rodzinne. W taki sposob zyskalam braderow i sisters; jeden z nich, wcielenie elfa zarowno z wygladu jak i zdolnosci luczniczych jest w moim zyciu od jakis 8 lat; zawsze byl mlody i tak pozostanie; i zawsze bede patrzec na niego jak na mlodszego brata mimo ze jest juz dorosly i ma prawie 2m wzrostu. Czasem nie odzywamy sie do siebie przez kilkanascie miesiecy, a czasem widzimy sie co kilka dni. Czasem jestesmy blisko, zwierzamy sie sobie, pomagamy... Zeby uratowac jego zwiazek z kobieta, sciagnelam ja z daleka do mojej pracy; malo skuteczy zabieg, ale na jakis czas pomoglo; on zeby mnie wesprzec w poszukiwaniach graala pamietal o mnie w Norwegii, gdzie pojechal troche na wariata. Teraz szykuje podroz dookola swiata. I az nie moge sie doczekac kiedy to zrealizuje. Przyszly rok. Tak blisko. Bedzie prowadzic bloga ;-) i pomoge mu z calych sil. I moze znowu przywiezie mi kubek? z Nowej Zelandii? Z Surinamu? Z Indii? Zobaczymy. Wazne zeby z tej podrozy przywiozl siebie. A na kubku od bradera jest wielka lodz wikingow z Oseberg, z pochowku ksi±żęcego http://en.wikipedia.org/wiki/Oseberg . Dla mnie bomba, szczegolnie, ze czesto zamawialam zdjecia tej lodzi do podrecznikow ;-)
inferon
Pracuje w branzy od kilku lat. Pasjonuje mnie historia i zdjecia i jakos udalo mi sie to polaczyc; w pracy poznalam kilka fajnych osob; i mimo ze staram sie nie nawiazywac w pracy kontaktow wkraczajacych w zycie prywatne, to czasem sie nie da. I tak poznalam i polubilam Ize. Iza tez lubi podroze i dlatego pewnie nie miala klopotu ze zrozumieniem mojej pasji. Przywiozla mi kubek ze Szkocji, z Edynburga. Zrewanzowalam jej sie kubkiem z Dublina. A co. Moze tez zacznie szukac swojego malego graala? Choc ona juz znalazla Kogos, kogo mozna spokojnie nazwac graalem...;-) A ja pewnie wybiore sie ktoregos dnia do Szkocji, do Glasgow, albo lepiej - do Edynburga wlasnie i poszukam wsrod wzgorz kaplicy Rosslyn. I nawet jesli nie znajde tam Kielicha to przywioze sobie wlasny, lekko krzywy, jak to szkocki...;-)
recznie
Dawno temu zaczelam sie bawic w "rycerstwo". Na poczatku byla to rzeczywiscie zabawa, potem smiertelnie powazna sprawa, teraz znowu potrafie spojrzec na to wszystko z dystansu; poznalam dzieki tej zabawie niezliczona ilosc osob, ze wieloma polaczyla mnie gleboka przyjazn, z niektorymi milosc, z innymi - narastajaca niechec; ci co byli bliscy stali sie obcy; a ci co mieli byc tylko przelotna znajomoscia oparta na chwilowej wspolpracy - wkroczyli w zycie i juz w nim pozostali. Jedna z takich osob jest Ewa. Kochana istotka mieszkajaca w Legnicy, ktora znajac moja pasje do poszukiwania osobistego Graala, ktoregos razu przyslala mi wraz z materialami na suknie... kubek. To bylo tak niespodziewane, ze za kazdym razem teraz jak pije z tego kubka usmiecham sie na wspomnienie Ewy i jej rodziny, chwil ktore dane bylo nam raze spedzic, niekonczacych sie rozmow i porozumienia bez slow. Jest jedna z tych kobiet, ktore lacza w sobie urok przyjaciolki i troskliwosc matki. Zaskakujace polaczenie. Przynajmniej dla mnie. A kubek od Ewy powstal w pracowni artystycznej w Legnicy, recznie tak jak i wzorki na nim malowane. I jest jedyny w swoim rodzaju. Cieply, pasuje do ust i dloni. Wiec ma cechy graala. Wiec i z niego mozna smakowac zycie.
del Sol
To byly najpiekniejsze wakacje mojego zycia. Zaciagnal mnie na nie del Sol, w srodku zimy, zeby pozachwycac sie Granada. I bylo warto. Po tysiackroc warto, bo posmakowalam zycia w kazdej postaci, widokow od ktorych peka serce, od ludzi, smaku powietrza i potraw. Moglam tam krzyczec kazdego dnia, pijac herbate na balkonie na Sagrada Familia z widokiem na Sierra Nevada. Przez caly pobyt w Hiszpanii szukalam odpowiedniego kubka. Kazdy jaki spotykalam byl za maly, niezbyt hiszpanski, albo arabski; cos nie gralo; polykalam Hiszpanie, smakowalam ja, rozkoszowalam wszystkim jakby czas nie istnial; totalne delirium. Kazdego dnia kiedy przemierzalismy kilometry na Szlaku Bitew i Zamkow wiedzialam - kocham te ziemie; te ziemie czerwona, zielona, żółt±; kocham pomarancze w sniegu i skaly; snieg i slonce nad el Mar, niekonczace sie gaje oliwne. A kubek - kupilam dopiero na lotnisku w Maladze. Wpadl mi w rece - o taki; i mimo ze nie oddaje duszy Andaluzji, to najwazniejsze jest ze jest stamtad - niosac w sobie wspomnienie wakacji mojego zycia.
nie umarla
Dzis Swieto Niepodleglosci i rocznica zakonczenia Wielkiej Wojny, dobry sloneczny dzien na to zeby cos dobrego zrobic - dla siebie, dla innych; cos jak Kennedy powiedzial kiedys - nie pytaj sie co kraj moze zrobic dla Ciebie, ale co Ty mozesz zrobic dla kraju; komu bije dzwon? Wiec dzis zrobilam to co trzeba. Wstalam opierajac sie przemoznej sile snu; wstawilam pranie i otworzylam okna. Wystawilam wielka donice na wirydarz i pogadalam z winorosla; zrobilam zdjecia stosowi kubkow, ktore nagromadzily sie przez ostatni rok i postanowilam zapdejtowac bloga. Ocalilam zycie jednemu pajakowi, ktory czai mi sie gdzies pomiedzy moja noga a subwooferem, i odetchnelam kolorami jesieni. To moze byc dobry Sw. Marcin. Dobre swieto. I choc nie widac, zeby rycerz co podzielil sie kawalkiem plaszcza z zebrakiem przyjechal na bialym koniu, to czuje sie w powietrzu nadciagajaca zime. Ale czy tej zimy naprawde bedzie dla mnie zimno? Zobaczymy...
poniedziałek, 28 stycznia 2008
tormenta
Opowiem Wam bajke, ktora zdarza sie tylko bardzo dawno albo wcale.
Dzis czulam bol. Pierwszy raz od bardzo dawna. Tak jak wczoraj czulam ten irracjonalny strach, ktory zwiastuje burze. I stalo sie. I nie moglam pomoc temu, ktory cierpial. Patrzylam tylko, wiedzialam, ze On teskni za Nia, ze Ja kocha. Ale... mam nadzieje ze On przetrwa. Amor omnia vincit. | ||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||